Boska Wola: Lech, Lechia i Leszek…

admin 26 kwietnia 2013 0

Mam dla Państwa propozycję pozytywną a nawet postępową. Rzecz jasna – całkiem serio! No gdzieżbym śmiał pisać inaczej niż serio – nieprawdaż..?

W nawiązaniu do wczorajszej dyskusji: projekt koncepcyjny „kosmicznej arki”, na której m.in. Kasia Tusk ze swoim Tatą (zaraz przejdę do szczegółów…) mogłaby – w razie zagrożenia – odlecieć „do gwiazd”. W ramach istniejących i możliwych do praktycznej realizacji w dniu dzisiejszym technolgii – w grę może wchodzić właściwie tylko jedno rozwiązanie: „Orion„. Czyli statek napędzany zewnętrznymi eksplozjami nuklearnymi lub termonuklearnymi. 

Bonus: jest to pomysł jak najbardziej polski, sformułowany po raz pierwszy w roku 1946 przez lwowskiego matematyka, Stanisława Ulama

 

No dobrze: jest to żydowski pomysł. Jak wszystkie dobre pomysły na tym i na tamtym świecie – nieprawdaż? Zresztą – czego Wy chcecie..? Że jak rakieta to tak czystej krwi polskiej, jak – za przeproszeniem – Bubel albo Tejkowski..? Nie uważacie, że to już trochę za wysokie wymagania..? Pomysł więc jest żydowski – ale zasymilowany..! 

Skądinąd: gdyby nie wojna – to wygląda na to, że mieliśmy we Lwowie coś koło połowy ekipy całego Projektu Manhattan i późniejszych prac nad bombą wodorową. Nie sądzicie, że jest się nad czym zastanowić..? 

Niektórzy uważają, że „Orion” to rozwiązanie „egzotyczne”, a przy tym „nieeleganckie” i „brudne”. OK. Niech Wam będzie. Nie zgadzam się tylko z określeniem „egzotyczne”. „Orion” to system napędu pojazdów kosmicznych który mógł działać już w latach 50-tych XX wieku – ZANIM jakikolwiek człowiek w ogóle opuścił tę planetę. Nie wymaga użycia ŻADNYCH materiałów ani technologii, które nie były znane i dopracowane już 60 lat temu. Pod tym względem – rozwiązanie to nie ma sobie równych. 

Że „Orion” nie został nigdy użyty? Bynajmniej nie z obawy przed skażeniem promieniotwórczym („koszt” jednego startu „Oriona” szacowany jest na od 0,1 do 1 zabitego w wyniku promieniowania – wśród pozostałych na Ziemi, ma się rozumieć…), czy „niedojrzałością” tej technologii. Po prostu – w zasięgu ówczesnej wiedzy o Kosmosie nie znajdował się ani jeden cel, który by wymagał i usprawiedliwiał – możliwości taniego wynoszenia na orbitę dziesiątków czy setek tysięcy ton ładunku. „Orionem” na przełomie lat 50 i 60, gdy losy tego projektu się decydowały – nie było czego i dokąd przewozić! 

Sytuacja jednak się zmienia. Oto pojawiają się coraz to nowe pomysły eksploracji zasobów mineralnych poza naszą planetą. Co prawda – w tym przypadku to raczej transport z orbity na planetę jest istotny – ale kto wie, co będzie, jak się ten przemysł rozwinie? 

Coraz też więcej wiemy o innych układach planetarnych. Z wiedzy tej zaczyna wynikać pewność, iż systemów podobnych do naszego, z planetami o podobnej wielkości, budowie i położeniu względem gwiazdy – jest w Galaktyce mnóstwo. Co zresztą, zgodnie z podstawowymi założeniami metodologicznymi nauki – zakładano z dawien dawna! 

Tak więc: „Orion” ma sens. Jest to jedyny w tej chwili praktycznie możliwy do zrealizowania pomysł na „międzygwiezdną arkę”, którą jakaś część ludzkości mogłaby opuścić Naszą Umęczoną Planetę i poszukać sobie innej, równie sposobnej do Umęczenia. 

Jest to póki co pomysł dość rozpaczliwy o tyle, że nawet z takim napędem – owa „arka” nie ma szans rozpędzić się do prędkości większej niż 0,01 do maksymalnie 0,1 – 0,12 c (czyli: od 1 do góra 12% prędkości światła). W dalszym ciągu zatem – potrzeba by setek lat (w najlepszym razie…), aby osiągnąć jakiś nadający się do kolonizacji glob pod obcym słońcem. Ponieważ zaś technologia hibernacji, zwykle wskazywana przez autorów sf jako rozwiązanie tego problemu, czegoś złośliwie nie chce się nam dać opanować mimo upływu dziesięcioleci – to oznacza, że do celu dotarliby prawnukowie (w najlepszym razie…) pierwszej załogi „arki”. 

Jest to zatem raczej „pomysł ostatniej szansy”, do którego uciec by się można tylko w razie braku innego wyjścia. To jest – gdybyśmy powzięli wiedzę, że Naszej Umęczonej Planecie grozi taka katastrofa, po której odbudowa życia na jej powierzchni nie będzie już możliwa przez czas co najmniej tak długi – jak czas trwania owej spodziewanej odysei. 

Nic nam póki co o takim zagrożeniu nie wiadomo. Czy to jednak oznacza, że mamy siedzieć z założonymi rękoma? A jeśli, gdy dowiemy się o takim zagrożeniu – nie starczy nam już czasu na zbudowanie odpowiedniej liczby „arek”? 

Największe z rozpatrywanych teoretycznie pojazdów projektu „Orion” z połowy lat 50-tych miały od 8 do 10 milionów ton masy spoczynkowej – i wymagały ponad 1000 bomb wodorowych do osiągnięcia prędkości podróżnej. Prawdopodobnie materiały i technologie które mamy do dyspozycji obecnie, pozwoliłby budować pojazdy jeszcze większe. Ich koszt nie jest przy tym przesadnie ruinujący – gigant o masie 8 milionów ton miał w roku 1960 kosztować tyle, co ówczesny roczny PKB Stanów Zjednoczonych. 

Ponieważ nie musimy przecież zbudować takiego pojazdu w jeden rok – nawet nas stać na taki wydatek! 

Dlatego proponuję. Pozytywnie, a nawet postępowo. Zaprzestać wypłat na NFZ i ZUS (chorzy i starzy umrą z głodu i chorób – mówi się trudno: i tak nie mieli szans! Pod wieloma względami, byłaby to decyzja niezmiernie wręcz humanitarna – jestem przekonany, że Komisja Europejska, po rozpatrzeniu naszej argumentacji zgodzi się, że w tym przypadku zbiorowa eutanazja była najlepszym możliwym wyjściem…). Zaoszczędzone w ten sposób środki przeznaczyć na budowę eskadry „międzygwiezdnych arek”. 

Ponieważ nawet na pokładach takich gigantów cała ludność Polski się jednakowoż nie zmieści (sporą część ładunku będą musiały stanowić zapasy, a także – zwierzęta, rośliny oraz banki ich komórek rozrodczych, potrzebne dopiero po dotarciu do celu) – jasnym jest, że o przydziale miejsc na pokładzie będą decydowały kryteria polityczne. No bo jakież inne mogą decydować..? 

Z tego względu proponuję wybudować trzy „arki”. OKRP (Okręt Kosmiczny Rzeczypospolitej Polskiej) „Lech” – dla zwolenników PiS. „Lech”, ma się rozumieć, na cześć Lecha Kaczyńskiego – Wiecznego Prezydenta Polaków (na wzór Kim Ir Sena, który nawet po śmierci jest Wiecznym Prezydentem Korei – ale czyż ja naprawdę musiałem to Państwu tak kawa na ławę? Pewnie tak: ostatnio dowcip u Was skiepściał i w ogóle – mam wrażenie, że w formie nie jesteście..?). 

 

OKRP „Lechia” – oczywiście dla Pierwszego Piłkarzyka III RP, jego córuni, synka i totumfackich (Gowina wyrzucą za burtę natychmiast po minięciu Obłoku Oorta – co by przypadkiem nie wrócił na piechotę…). „Lechia”, bo była kiedyś taka drużyna w Gdańsku. Zdaje się.

 

(starałem się o możliwie drapieżny wizerunek w tym wypadku…) 

No i trzeci – może być ciut mniejszy, mniej okazały, stąd i nazwa nieco mniej godna – OKRP „Leszek” – dla drobniejszego politycznego płazu. 

  

Zasadniczo – to oczywiście „arki” miałyby stanowić li i jedynie zabezpieczenie „na wszelki wypadek”. Co by ratować najzdrowszą i najcenniejszą część narodu przed pewną śmiercią. 

Niewątpliwie jednak – trzeba by co jakiś czas uaktualniać listy pasażerów i przeprowadzać, w miarę systematycznie, ćwiczenia ewakuacyjne. No i – gdyby tak, całkowicie przypadkowo, podczas takich ćwiczeń, gdy „arki” będą zapełnione – ktoś włączył zapłon..? 

„Oriony” nie mogły lądować na planecie. Sprowadzenie Naszych Drogich Przywódców z powrotem na Ziemię byłoby bardzo trudne! Dużo praktyczniej i taniej – byłoby pozwolić im odlecieć, skoro już wystartowali… 

Trochę by nam smutniej było, tego nie da się ukryć. Na pocieszenie mogę dodać tylko jedno – skoro do napędów „arek” potrzeba byłoby 3000 z górką bomb wodorowych – to braku jednej czy dwóch – raczej by nikt nie zauważył. Zostałby nam więc argument w ręku na wypadek jakich kłótni w okolicy

Article source: http://boskawola.nowyekran.pl/post/91703,lech-lechia-i-leszek

Comments are closed.